Porządki na strychu
Moi dziadkowie zapisali mi w testamencie swój spadek. Otrzymałam między innymi ich dom. Na początku trudno było mi się tym cieszyć. Nie mogłam się przyzwyczaić, że wchodząc do tego domu, nie zobaczę ani babci, ani mojego dziadka. Budynek był bardzo duży i dosyć zapuszczony. Pomagałam w porządkach tak często, jak mogłam, ale i tak pod szafami kryło się mnóstwo kurzu, w półkach mnóstwo starych rzeczy, a na strych nikt nie miał ochoty wchodzić. W końcu pewnego dnia postawiłam zrobić tam duże porządki. Na górę wchodziło się po drabinie, trzeba było uważać, wyłaniając się z otworu w podłodze, żeby nie uderzyć głową o spadzisty dach.
Były tam cztery małe okna, mnóstwo książek, ubrań, desek, obrazów, a koło wejścia stały bardzo ładne skrzynki drewniane po winie. Porządki rozpoczęłam od przejrzenia wszystkich rzeczy.

Znalazłam stare pamiętniki, klatki dla ptaków, ubranka mojej mamy, która nosiła je będąc jeszcze dzieckiem. Sprzątanie zajmowało bardzo dużo czasu, bo przedmiotów było tam mnóstwo, a nie wszystko nadawało się do śmieci. Do wielu z nich podchodziłam z bardzo dużym sentymentem i trudno mi było się ich pozbyć. Opróżniłam drewniane skrzynki z niepotrzebnych rzeczy, umyłam je i rozpoczęłam selekcję, wrzucając do nich wybrane przedmioty.
Wkrótce w jednej skrzynce można było znaleźć mnóstwo zdjęć i albumów rodzinnych, w drugiej ubrania, które mogły być przydatne, jeśli nie mi to komuś innemu. W trzeciej wylądowały użyteczne rzeczy, jak np. plecaki, wieszaki, części do komputera. Do czwartej i piątej włożyłam książki. Szósta – ostatnia i częściowo rozwalona skrzynka – wylądowała w koszu na śmieci razem z innymi niepotrzebnymi rzeczami. Wyniesienie po drabinie dużych drewnianych skrzynek, wymagało nie lada umiejętności, ale na szczęście się udało. Na koniec pozostało tylko umyć okna, pozamiatać i powycierać podłogę i strych zaczął prezentować się całkiem nie źle. Następnego dnia kupiłam farby, żeby odnowić ściany i sufit. Wkrótce z tego pomieszczenia zrobił się całkiem przytulny pokoik.
